środa, 17 grudnia 2008

Pierwsze starcie już na starcie...

- Jesssuuuu....jak mi nie dobrzeeee...hik...Kochanie, może coś zjesz? Ooooo, to nie był dobry pomysł...
- No, w końcu jakieś sensowne zdanie.. Jestem głodny jak wilk!
- Nie dobra odpowiedź...A na co masz ochotę? Powiedz, "sam sobie zrobię", powiedz!
- Na kolację, a na co?!!! A co tam masz to mi zrób.
- Co mam? Zgagę mam! Rzygać mi się chce! Nic Ci nie zrobię! Mhmmm...Kochanie...coś Ci muszę powiedzieć...
- Jestem głodnyyy! A nie możesz po kolacji?
- Zaraz podam Twoją parówkę na kolację, jeszcze słowo.... Nie bardzo...
- Kurrrwaaa....No to o co chodzi?

I tutaj zaczyna się walka Neokobiety z samej sobą. Jest już wystarczająco wnerwiona swoją zgagą, nudnościami i rosnącym apetytem na zmianę, żeby jeszcze silić się na romantyczne wyznania o dziecku... No ale to ich pierwsze dziecko, powinna to jakoś odpowiednio zakomunikować. Ale jej się NIE CHCE. Ale POWINNA.
I nie dość, że generalnie jest cholernie niezdecydowana, to teraz jest to jeszcze bardziej nasilone...
Stoi jak ten aktor, który zapomniał tekstu, myśli intensywnie (a głupią ma się wtedy minę) i kombinuje jak koń pod górę jak to zagrać.
Trwa to chwilę. Dla niej sekundę, dla niego całą wieczność. Neofacet czuje jak żołądek przykleja mu się centymetr po centymetrze do kręgosłupa. Atmosfera robi się coraz gęstsza i on zaczyna żałować że w ogóle dał sie wciągnąć w grę pt.: "co zjesz Kochanie". Mógł sobie sam zrobić kanapki.

Ona stoi i stoi.

I stoi.
Jemu nie stoi, dla jasności.

LE GRANDE FINALE

Neofacet dowiedział się, że zostanie ojcem w łazience będąc pochylonym nad Neokobietą wysyłającej nad morze dzisiejszą kolację... Bo ile można stać jak słup soli kiedy chce się rzygać?...
I cały romantyzm chwili poszedł się ...

Kto był w ciąży wie, ze Prawo Rzygania jest bezwzględne i należy przestrzegać jednej podstawowej reguły: " Run Pregnant, run!" ... Ale tego się uczy z czasem...

2 komentarze: