środa, 17 grudnia 2008

Od poczatku - wojna podjazdowa...

MAJ 2007
- Do jasnej cholery, gdzie ja znowu podziałem te skarpetki…Kochanie gdzie są moje skarpetki?!
- Jeszcze raz się o to zapyta to go w nocy uduszę tymi skarpetkami…Czy ja chodzę w Twoch skarpetkach???
- Chciałabyś…Nie, ale je pierzesz!
- No właśnie nie wiem dlaczego… Ale ich nie zjadam!
- Zaczynam wątpić…No to gdzie są???- W dupie! Nie wiem Kochanie!
Neofacet szuka „tych cholernych skarpetek” łypiąc raz co raz na Neokobietę wściekłym wzrokiem, a oczami wyobraźni widząc jak po każdym praniu ona wybiera jego skarpetki i chowa pod kanapę. W końcu po pół godzinie udaje im się wyjść z domu.

Po powrocie od znajomych Neokobieta znów odkrywa w sobie pokłady miłości macierzyńskiej… być może to wino tak je rozgrzewa, ale Neokobieta zdecydowanie
czuje, że przyszła pora na tupot małych nóżek. I nie ma tu na myśli kota…

- Inni już mają dzieci, nawet dwoje a alarm w moim budziku biologicznym drze się codziennie wniebogłosy! Kotku, śliczna była ta córeczka Pawłów, prawda? Taka malutka a już taka uśmiechnięta, radosna. Cudna dziewczynka!
- Gdzie jest mój Przegląd Sportowy? Tak, ładna, ładna…
- Czy Tobie jeszcze na mnie w ogóle zależy? Kochanie, a kochasz mnie jeszcze?
- Jezu…zawsze jej się zbiera jak mi się chce spać…No pewnie że tak Żabko.

Neofacet chcąc delikatnie zakończyć temat i skierować rozmowę na inne tory przytula mocno Neokobietę do siebie, całuje w czoło i głaszcze po głowie.
- Spać, spać, spać … Myszko, chodźmy już spać…
- Co spać, co spać! Ile ty masz lat? Ale Kochanie, jeszcze nie jest tak późno…No bo wiesz… tak sobie myślę, że chyba czegoś nam brakuje do szczęścia, że chyba pora na wiesz…no…
- Co znowu? Najpierw nowe okna, potem nowa lodówka, czego jeszcze do szczęścia brakuje? Myszko, ale mamy siebie, to chyba najważniejsze. Czego jeszcze może nam brakować do szczęścia…
- DZIECKAAAAAA tumanie, DZiECKAAAAA! Oj wiesz, przydałoby nam się większe mieszkanie, jeden pokój więcej…
- Hmm…w sumie…brakuje mi pracowni…mieszkania staniały ostatnio… Pomyślimy Rybko, pomyślimy…
- O cholera! Będzie dziecko, będzie dziecko! Kochanie, ale się cieszę!!!
- I dobrze, będzie spokój…
- No to do dzieła, do dzieła! Kotku… bardzo jesteś zmęczony?
- Czyżby bzykanko?...mhmm….

I jest faktycznie bzykanko. Z tą tylko różnicą, że Neokobieta od tego wieczora postanawia porzucić pigułki i oddaje swoje jajeczka w ręce, przepraszam – w witki plemników Neomężczyzny. Od tej chwili ilość łóżkowej aktywności zdecydowanie się zwiększa, Neokobieta wznosi się na wyżyny swojej pomysłowości i zmysłowości, a Neomężczyzna jest w siódmym niebie. Nie spodziewał się, że po dwóch latach jego ukochana zmieni się znów w demona seksu i że ten stan będzie trwał aż tak długo.
W ciągu pięciu miesięcy Neomałżeństwo kocha się ponad 128 razy, czasem po dwa razy dziennie, przerabiają całą Kamasutrę, a w chwilach gdy znajdują się poza łóżkiem Neożona staje się postrachem deweloperów i pośredników nieruchomości, a Neomąż dopina formalności kredytowych. Neomąż naładowany wielką porcją seksu nie zauważa nawet, że we wrześniu Neożona nie miała „trudnych dni”. Neożona zauważa to w sekundę i 15 pażdziernika 2006 roku po raz pierwszy od pięciu miesięcy odmawia Neomężowi seksu. Za to ma dla niego niespodziankę…nawet dwie…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz