Cudownie, cudownie, cudownie…Kochanie, podasz mi pierniczki?
Neokobieta od momentu kiedy dowiedziała się, że jest w ciąży, została złotym klientem Piernikowej Chatki, najlepszej piekarni pierniczków w powiacie. Dla Neomęzczyzny okazało się to zabójczym wyborem, bo codziennie musi spędzać minimum godzinę w kolejce w Piernikowej Chatce po świeże wypieki. Do tej pory był tolerancyjny. Od czasów Piernikowego Kolejkostania nienawidzi staruszek z yorkami, ratlerkami, małymi dziećmi, starszych panów z nieświeżym oddechem i deficytem w uzębieniu. Ale czego się nie robi dla ukochanej…która nota bene zaczęła przypominać matrioszkę a nie butelkę coli.
Jakie pierniczki??? Wchłonęłaś wszystkie o 15.00! Myszko, skończyły się już…
Cooo? Moje pierniczki??? Nie mam pierniczków??? N i e m a m? NIE MAM???!!!! Kochanie, to nie możliwe! Ja MUSZĘ mieć moje pierniczki!
To sobie idź…Już za późno, nie dostanę już nic…
Nie dostanę, nie dostanę … nie dostaniesz to Ty już wiesz czego dzisiaj wieczorem jak nie będzie pierniczków! Ale idź sprawdź, może jeszcze mają…
Nie mają do jasnej cholery! Nie mają na pewno…
Jasnowidz czy co??? Idź i sprawdź …
Hitler, Mussolini i Mao w jednym … Ale nie ma sensu…
Ty nie masz sensu! Kochanie…
Musiała, do jasnej kurwy nędzy, musiała znowu… Dobra idę, ale ostatni raz dzisiaj!
Pewnie, że musiałam…musieliśmy nawet….
I tak Neokobieta w ciąży staje się Kobietorem – kobietą i dyktatorem w jednym, wierzącym i hołdującym jednej świętości – pierniczkom z Piernikowej Chatki. Cały dom podporządkowany zostaje dostawom do Chatki, ponieważ „maluszek nie może jeść nieświeżego”. Neofacet staje się coraz większym staruszko- i starcofobem, a już najbardziej na świecie nienawidzi pierniczków. Zaczyna się nawet zastanawiać, czy w pozwie rozwodowym można w rubryce „podstawy rozwodu” wpisać :” kilogram mąki, karmel, miód, przyprawy…”.
Mimo to, poszturchiwany przez teściową i własną matkę (i Ty Brutusie przeciwko mnie!) spełnia wszelkie zachcianki Neożony. Ona nie wie jednak, że to już jej ostatnie podrygi. Z dniem kiedy urodzi Neodziecko, spadnie z piedestału i zostanie tylko cycem, kołyską, usypiaczem, kąpielowym, nocnym markiem na dwóch nogach… Z Żony stanie się Matką. Do końca życia. Straci swoje przywileje i już nigdy nie będzie mogła pomyśleć egoistycznie. Zapomni co to przespana noc na co najmniej 3 lata. Będzie musiała uodpornić się na wszystkie rady typu „jak ja wychowywałam Twojego męża” i „jak Ty byłaś mała”. Przez rok nie będzie miała się w co ubrać bo w nic nie wejdzie. Będzie płakać na reklamach z dziećmi i programach charytatywnych. A przy tym wszystkim będzie musiała zabiegać o swojego męża i padając na twarz przypominać sobie ( na siłę, a jakże!) rozdziały Kamasutry.
Ale dajmy jej się na razie pławić jak wisienka w bitej śmietanie w luksusach stanu zwanego ciążą. Nie uprzedzajmy jej co będzie dalej. Nie powtarzajmy „wyśpij się na zapas”. Dajmy jej się zaskoczyć przyszłością. I tak by nie uwierzyła, że życie aż tak się zmieni.
Co jej nie zabije to ją wzmocni.
No to…po pierniczku!
